Fermentowane

Kulinarny blog nie tylko o fermentacjach

Sok z owoców czarnego bzu

Jest to jeden z produktów, który muszę mieć obowiązkowo zawsze na stanie swojej spiżarki. Nie wyobrażam sobie zimowych wieczorów bez dzbanka gorącej herbaty z dodatkiem soku z owoców czarnego bzu.

Czarny bez wielbię. Nie tylko jego aromatyczne kwiaty, gdy kwitną w maju i czerwcu, ale także jesienią, gdy owocuje. Jego owoce pięknie wybarwiają konfitury i podbijają smak gruszek czy jabłek. Nadają się do sporządzania konfitur, marmolad, musów, galaretek, octów, ale i do barwienia wielu potraw jak np kisielu, syropu, wina czy ciast.

Czarny bez jest pospolitym krzewem rosnącym w zaroślach i na skrajach lasów.
Jego owoce są bogate w antocyjany, garbniki i kwasy wielofenolowe a poza tym, zawierają witaminę C, witaminy z grupy B i pektyny. Cały krzew ma wiele właściwości.

Przez cały rok znajduję na nim grzyby z rodzaju auricularia. Grzyby te większość zna, jako sprowadzane z daleka grzyby mun lub mung, używane w kuchni chińskiej. Chodzi oczywiście o uszaka bzowego, rosnącego na pniach bzu. Tak, tak. Mamy je u siebie. Wrócę jeszcze do tematu grzybów, a dziś zajmiemy się owocami tego wszechstronnego krzewu.

Owoce wykazują działanie napotne, przeciwbólowe, jak i regulujące trawienie. Z powodzeniem stosuję je w czasie zaziębień i grypy.
Przy zbiorze owoców czarnego bzu trzeba pamiętać, by miejsce zbioru było czyste, wolne od zanieczyszczeń. Nie zbieramy owoców przy ruchliwych drogach lub też miejscach zanieczyszczonych ekologicznie.
Nie zbieram również niedojrzałych owoców czarnego bzu, a gdy mi się przytrafią w zebranych baldachach, odrzucam je.
Już tłumaczę dlaczego.

Młode liście, kora, jak i niedojrzałe owoce zawierają trujące glikozydy: sambunigrynę i sambunicynę. W czasie mrożenia, suszenia czy też obróbki cieplnej, związki te ustępują, dlatego nigdy nie jemy owoców bzowych na surowo, zwłaszcza niedojrzałych. Zatrucie się nimi wywołuje niemiłe skutki w postaci mdłości, wymiotów, bóli brzucha i biegunki. Tylko owoce w pełni dojrzałe są absolutnie nietoksyczne.
Dlatego tak szalenie zwracam uwagę, by owoce zbierać, tylko gdy są całkowicie dojrzałe, fioletowoczarne.

Ścinam nożyczkami delikatnie cały baldach z owocami. Po przyjściu do domu delikatnie myję je, obsuszam i skubię z baldachów, odrzucając te kulki, które są niedojrzałe. Podlewam odrobiną wody*, tylko na tyle, by nie przywarły do dna garnka i na maleńkim ogniu rozgotowuję pod przykryciem.
•U mnie to jakieś 50 m wody, mały kieliszek od wódki.

Po tym czasie sok wyciskam przez płótno i łączę z cukrem w stosunku 30 gram cukru na 1 litr soku. Gorący sok przelewam do butelek, a następnie pasteryzuję przez 10 minut w gorącej kąpieli wodnej.

Pijam go rozcieńczonego z herbatą. Pół szklanki soku na pół szklanki herbaty.

Na zdrowie.

Enjoy <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

strzałka do góry